Kiedy miałem kilkanaście lat i chodziłem do liceum, to czułem się niechciany i przeszkadzający. Przeszkadzający rodzicom.
Czułem że w czymś jestem nie taki, że coś jest nie tak, a nie potrafiłem tego nazwać.
Obecnie mam myśli podobne wobec swojego Maleństwa. Przeszkadza mi to. Z niecierpliwością czekam aż zaśnie i nie będę musiał poświęcać jej 100% swojej uwagi. Wtedy znajduję trochę czasu dla siebie ijeśli nie muszę zrobić w tym czasie obiadu zdarza się że padam na twarz i zasypiam. W ciągu dnia.
****
Może bierze się to stąd, z czego się zawsze śmiała moja była, że w mojej rodzinie były problemy?
Że moi rodzice często byli bezradni i reagowali bezsilną złością, dopiero jak coś się waliło?
Czytam właśnie wywiad Wojtka Staszewskiego z pedagogiem i psychologiem. Wynika z niego że to „nie chce się” może mieć podłoże głębsze niż niskie ciśnienie krwi.
Nie pojawia się nagle w poniedziałek rano.
Tylko może stąd, że dziecko już kiedyś poniosło porażkę, więc teraz się wycofuje mówiąc, że mu sie nie chce. Nie potrafię zająć się tą prawdziwą przyczyną tego „nie chce mi się”.
Czytam, że dzieci takie „wypadły z czegoś”, nie dawały rady. Wypadły raz, drugi, więc teraz wolą się od razu wycofać. Drugą przyczyną może być nienauczenie odpowiedzialności i pracy, brak wzorców ze strony rodzicielskiej, ciągłe wyręczanie. Czytam, też żeby za dobrze wykonaną pracę nagradzać i stosować system kar oraz nagród. Byle nie mówić
„no widzisz jak chcesz to potrafisz” bo to ukryty wyrzut.
„Co ty bedziesz robił w życiu? Będziesz banany na Szembeku sprzedawał!” usłyszałem od taty w 1998 roku.
Niewiele wyżej zaszedłem. I pewnie zarabiam mniej od tego co teraz bananami handluje.
To co usłyszałem mnie demotywowało. Czułem się niczym i kimś gorszym, kimś kto nie daje nadziei na jakikolwiek rozwój. Odbierałem to że jestem inny, słabszy, gorszy. I taki właśnie kurwa się stałem. I coś w środku mówiło „taki właśnie będę!”
Chociaż wcale nie chcę taki być. Chciałbym zarabiać więcej i żyć wygodniej. Pojechać na wakacje, a nie żyć od pierwszego do pierwszego.
Dziecko przestaje się uczyć, bo ponosi klęskę za klęska, jest za nią karane i w wyniku tego zamyka się przed rodzicami. Nie zwraca się do nich po ratunek, bo się ich boi. Więź między rodzicami i dzieckiem zamiera. Mama mi mówiła:
„Zobacz jak ja haruję, ile płacę za twoje korepetycje, a ty pały przynosisz i wagarujesz! Wezmą Cię do wojska to tam zobaczysz!”
No i wzięli.
W szkole i tak nic mi do głowy nie wchodziło. Musiałem kuć na pamięć, bo nic nie rozumiałem. Z fizyki pisałem po 10 zadań na ściądze żeby mieć wzór do obliczeń na klasówce, żeby podstawiać cyfry.
Mechanizm rozwiązywania zadań był dla mnie chaotyczny i zależny od zbyt dużej ilości zmiennych. Nie potrafiłem zrozumieć że jak „coś” to „coś” i wersji równania robiło się piętnaście w zależności czy był minus, pierwiastek czy ułamek czy „X”. Wszyscy to łapali i robili, a ja w liceum siedziałem na matmie, chemii i fizyce jak na wykładzie po arabsku.
Moje problemy szkolne były z pewnościa formą wołania o pomoc. Coś nie grało więc się buntowałem i jak były pały na półrocze to rodzice zwracali na to uwagę i interesowali się mną. Z wywiadówki przychodzili mówiąc, że taki inteligentny a taki leniwy… Dobijało mnie to. Nie o to mi chodziło. Nie to chciałem usłyszeć.
„On jest taki leń, że ja juz nie mam do niego siły” słyszałem o sobie od mamy, która rozmawiała z kimś z rodziny przez telefon.
Czuję że teraz kiedy od 2 lat nie napisałem pracy licencjackiej wisi nade mną jakiś cień z tamtego okresu. Nie potrafię się z niego uwolnić i ruszyć do przodu. Zawalczyć z tą pracą i z tą cholerną sennością. I nie dzięki dopalaczom tylko dzięki sobie.
To moja trudność.
****
Zmieniając temat powracam do senności i ciągłego przemęczenia.
Źle mi z tym, że jestem taki senny. Przykro, że wszyscy których znam, to ludzie których rozpiera energia i którzy nie czują senności i zmęczenia. Pracują, działają i nie muszą się regenerować, wystarczy im sen. Szlag mnie trafia że mam inne DNA i przez to ta chrzaniona senność jest otumaniająca. Wszystkie możliwe badania zrobione – cukier, robaki, tasiemce, testosteron, tarczyca, krew – i wszystko w normie! A ja chudnę i padam ze zmęczenia jak się nie najem i nie wyśpię. Może nie mam zasobów, zapasów tłuszczowych jak inni, którzy mają nadciśnienie lub nadwagę i ich nosi – mogą wręcz góry przenosić bez długiego snu.
Myślę, że ich organizm ma z czego brać nadwyżki, a mój nie! To niesprawiedliwe!
Jak mogę przytyć? Jak bardzo chciałbym być grubszy, nawet nie umięśniony, tylko tłusty i
energiczny, taki sympatyczny jowialny grubasek. Więcej zaufania bym wzbudzał, i większe szanse miał na wyższy etat (to pokazują badania – grubsi zachodzą wyżej od chudych). I czuł się stabilniej na tej ziemi.
Nie jestem zadowolony z mojego stanu zdrowia i samopoczucia.
Ze smutnym uśmiechem do lustra kończę.